Bokeh. Czy to coś nieprzyzwoitego?

W fotografii na efekt rozmycia najczęściej w tle, mówi się bokeh (Nie wymawia się “h”). To japońskie słowo oznaczające właśnie rozmycie. Fotografowie czasem zwracają się do siebie
Pokaż mi swój bokeh! I nie oznacza to niczego zdrożnego. Po prostu chcą zobaczyć na zdjęciu takie rozmyte plamy. Najczęściej okrągłe, powstające w miejscach jaśniejszych punktów. Na pewno widziałaś takie na fotografiach (może świątecznych?).

Bokeh zależy od fizycznej budowy obiektywu.
Najłatwiej uzyskać go otwierając maksymalnie przesłonę do wartości f2,8 lub mniejszych.
Może być bardziej lub mniej przyjemny dla oka, ale nigdy nie pozostaje obojętny dla odbiorcy. Najczęściej wywołuje przyjemne odczucia. Twórcy reklam wykorzystują go by uzyskać efekt “glamour”.

Ja posłużyłem się nim podczas rozmowy z Berenika Nienadowska w jej studiu pole dance. Na oknie wisiały niewielkie lampki ledowe. Gdy je zobaczyłem, wiedziałem, że muszę je wykorzystać przy stawianiu planu do wypowiedzi.

Możesz także kreować swoje wideo z rozmytymi plamkami w tle. Wystarczy, że umieścisz za sobą niewielkie źródła światła. W sklepach z azjatyckim badziewiem, można kupić za około 10 złotych kilka ledowych lampek na niezależne bateryjne zasilanie. Oczywiście potrzebujesz jeszcze jasnego obiektywu.

W komentarzu podrzucę link do materiału, w którym możesz obejrzeć bokeh w wideo. Tymczasem polub, zasubskrybuj moje treści, podaj dalej i czekaj na kolejne odsłony tipów.

W sumie to nie wiem, dlaczego właśnie używa się słowa pochodzącego z Japonii? Może Ty wiesz?

O nieostrościach przeczytasz także tu.

Klikając w zdjęcie możesz zobaczyć materiał z Dzień dobry TVN z tym kadrem, o którym piszę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *